Trochę na temat Kopenhagi

Legia to my! - więc po co nam drużyna? Grunt by gdzieś pojechać, nachlać się, nawciągać, okraść stację benzynową, rozkręcić zadymę z psiarnią. A wszystko za zasłoną kibicowskiej wierności klubowi, barwom i historii. Ci normalniejsi mają przymykać oczy, nie dostrzegać rozwydrzenia i patologii u innych, a to wszystko w imię kibicowskiej solidarności.

A ja szczerze pierdolę taką solidarność. Przez wczorajsze zamieszki UEFA może wykluczyć Legię z pucharów na rok, czyli w sumie kolejny raz będziemy mogli pokazać się poza Polską za dwa lata. W tym czasie nikt rozsądny nie będzie chciał przyjść grać przy Łazienkowskiej, a ci co już tu są będą zmykać w te pędy. Nie wiem, może jestem jakiś dziwny, ale wynik sportowy jest dla mnie najważniejszy. To jest kwintesencja kibicowania - radość z rezultatów osiąganych przez zawodników. To, a nie darcie japy w poczuciu kibicowskiej wspólnoty, którą zreszą kierują niepoważni ludzie.

W takiej sytuacji, co mnie obchodzi, że klub nie poszedł kibicom na rękę i nie dogadał się ze Stowarzyszeniem w sprawie organizacji wyjazdu? Co mnie obchodzi, że wciąż trawa konflikt? Co mi ze śmiesznego tłumaczenia SKLW? Że Błędowski im obiecał wejście?! A kto kurwa wierzy Błędowskiemu?! Bez jaj, błagam. Przez głupotę i naiwność części kibiców mogą wyjebać nas z pucharów i tylko to ma znaczenie. A ja chcę oglądać dobrą piłkę w wykonaniu Legii, reszta jest tylko dodatkiem. Mniej lub bardziej istotnym, ale dodatkiem.

Kluby na parę dni przed meczem szumiały, że ludzie bez voucherów nie wejdą. Znając politykę ITI było do przewidzenia, że tego dopilnują. Wszyscy wiedzieli też, że Boguś siedzi tam już od paru dni i straszy Duńczyków. Dziwicie się działaniom KP? Ja wcale. Oni po prostu boją się zachowania własnych kibiców i mają ku temu podstawy. Pamiętacie ostatni wyjazd oficjalnie organizowany przez SKLW, finał PP w Bełchatowie? Teraz KP też nie chciało iść na współpracę z chłopakami ze Stowarzyszenia, bo ci kilkukrotnie pokazali, że nie potrafią opanować najbardziej radykalnych grup; nie dają żadnej gwarancji spokoju na trybunach.

Łatwo teraz powiedzieć: o, jakbyśmy sami rozprowadzali te bilety to byłaby sielanka, miłość i wspaniały doping. Ja nawet w to wierzę. Nie wierzy jednak klub, bo kibice nie pozwalają sobie zaufać. Wystarczy przecież 10 nawciąganych debili i może zrobić się spora afera. Koszty całej zabawy ponosi nie tylko klub, ale i tzw. normalni kibice, choćby przez to, że płacą więcej za bilety. Łatwo też powiedzieć: gdyby nie było konfliktu wszystko wyglądałoby inaczej. Pewnie tak, pewnie byłoby większe zaufanie. Ale nie ma. Nie obchodzi mnie czyja to wina. Wystarczy mi efekt. A ten jest taki, że przez najbliższe dwa lata możemy kopać się z Jagiellonią czy inną Arką.

Ci co nie weszli na stadion, mieli prawo się wkurwić. Jechali kupę kilometrów i pocałowali klamkę, mimo, że nabyli bilety. Ale jak mawiali już starożytni Rzymianie “dura lex, sed lex” - w prawniczym tłumaczeniu “durne prawo, ale prawo” ;) Jednak ich wkurwienie nie usprawiedliwia tego co się stało. Nikt z dymiących nie pomyślał o konsekwencjach, a te mogą zahamować rozwój sportowy klubu na parę lat.  Dlatego nie chcę nawet słyszeć tłumaczeń o wrednych klubowych działaczach, którzy znów zrobili nam pod górkę. Robią od paru dobrych lat i trzeba się było do tego przyzwyczaić, zwłaszcza, że atmosfera ostatnio znów zgęstniała. Jestem bardzo ciekawy do czego doprowadzi to kopanie się przez obie strony w piaskownicy?

Tymczasem nawet korzystny wynik sportowy w Kopenhadze nie przysłonił słabej gry Legii i jeszcze gorszego wrażenia po gościnnych występach działaczy i przede wszystkim kibiców…

* Skomentuj ten wpis

KDT – „prawdziwe fakty” na żywo.

Miało być całkiem serio o usilnym medialnym straszeniu społeczeństwa kibicami Legii w trakcie relacjonowania zajść na placu Defilad. Sprawa jest bowiem poważna. Histeria dziennikarzy sięga zenitu i to w dużej mierze przez nich do cna niszczony jest wizerunek fana „wojskowych”. Przy każdej okazji wszelkie „Wyborcze” czy „TVN – y” przekazują światu spaczony obraz kibica Legii. W ludzkiej świadomości funkcjonujemy jako pijacy dresiarze, troglodyci i chuligani, a ta świadomość kreowana jest na ekranie telewizora, w gazetowych kolumnach i witrynach internetowych. Dziennikarze relacjonujący wydarzenia pod KDT aż przebierali nogami, by dopatrzeć się jakiegoś sympatyka Legii. W relacji na stronie gazeta.pl pisano nawet o osobnikach wyglądających na kibiców (sic!). Wreszcie doczekano się i wypatrzono jednego osobnika w bluzie z eLką atakującego policję. No to później było już łatwiej. Ciekawe tylko czy gdyby zjawił się ktoś w czapce kucharza, z torbą monterską albo w stroju górnika, to też oznaczałoby, że te grupy zawodowe przyszły bić się z policją?

 

Ostatecznie postanowiłem jednak najzwyczajniej wyszydzić takie „dziennikarstwo”, by wyraźniej pokazać jego miałkość. To taki głos protestu w obronie wizerunku kibica Legii, tym bardziej, że na wsparcie władz klubu nie mamy co liczyć. Dziwi ta bierność prezesa Miklasa i spółki. Może ktoś wreszcie powinien zrozumieć, że wszystkie wysiłki mające na celu sprowadzenie na nowy stadion dużej rzeszy fanów spełzną na niczym, jeśli w ludzkiej świadomości kibice będą funkcjonować jedynie jako zadymiarze? Tymczasem prezes milczy, rzecznik prasowy również, że o pełnomocniku do spraw kibiców nie wspomnę. Ale o czym my w ogóle rozmawiamy? Przecież włodarze Legii konsekwentnie przedstawiają w mediach negatywny obraz swoich fanów, a sami pozują na ostatnich sprawiedliwych. Pytanie tylko do czego ma to zmierzać?

 

Zapraszamy do lektury „prawdziwych faktów” z zeszłotygodniowych zajść na pl. Defilad.

 

4.48 Dzień dobry państwu, witamy serdecznie z miejsca, w którym na pewno będzie się dziś wiele działo. Już od rana jesteśmy w samym centrum Warszawy, gdzie wkrótce komornik zajmie największy barak w nowoczesnej Europie. Znajdujący się w środku handlarze nie zamierzają jednak odpuszczać i zapowiadają obronę swego miejsca pracy. Podobno wsparcie obiecali im związkowcy oraz kibole Legii. Dużo wskazuje na to, że będziemy świadkami niezwykle dynamicznej sytuacji.

 

5.23 Chrrraap… Oj, przepraszamy. Na razie spokój i cisza. Słychać jedynie cykanie zegara na Pałacu Kultury. Jak to nie cyka Rurku?! Cyka! Poza tym, ten stół jest kurwa brudny! Może ktoś by ruszył dupę i go wreszcie posprzątał?! Jak donosi pierwsza telewizja informacyjna w Polsce kibice Legii podobno już się zbierają do wyjścia z domów. W oddali słychać złowrogie wycie. Wilki w Warszawie? Drodzy państwo, czuć rosnący dynamizm nadchodzącej sytuacji.

 

6.11 Jeśli jesteście państwo w naszej okolicy, a chce się wam pisać i wysyłać zdjęcia, to napiszcie do nas na alert@gazeta.pl. Bardzo ułatwi nam to pracę. W końcu to prosty układ – wy robicie, my bierzemy pieniądze i z wdzięcznością o was myślimy. Według relacji naszego korespondenta, z Tłuszcza odjeżdża właśnie pociąg pełen gotowych na wszystko kiboli Legii. Sprawdzamy poziom dynamiki sytuacji. 34 stopnie w radiowej skali Tomasza Zimocha i aż 51 w telewizynej Macieja Iwańskiego.

 

6.54 Małe dementi, to nie kibole Legii jechali z Tłuszcza. To koloniści z gimnazjum nr 2, ale przecież w przyszłości mogą zostać groźnymi chuliganami. Tymczasem pod blaszakiem gęstnieje tłum. Mamy wiadomość, że ochroniarze szykują maski balowe, tzn. gazowe. Sytuacja dynamizuje się z minuty na minutę.

 

7.33 Pojawia się coraz więcej ludzi. Wyraźnie widać, że to nie tylko zainteresowani sprawą, ale też gapie i klubowi zadymiarze. Widzieliśmy już emblematy Realu Madryt, Manchesteru United i plecak Chicago Bulls. A sytuacja? Wiadomo, staje się coraz bardziej dynamiczna.

 

8.02 Zaczyna się. Najpierw komornik w asyście ochrony i policji. Z przeciwka handlarze w asyście żon i dzieci. Targanko murowane. Potwierdzają się wieści o zamiarach przybycia na miejsce kibiców Legii. Widzieliśmy już chłopaka wyglądającego na kibola. Był pijany i miał na sobie dres. Brakowało jeszcze bejsbola i jakiegoś znaczka klubowego, ale nie można mieć wszystkiego. Jesteśmy świadkami bardzo dynamicznej sytuacji.

 

8.14 Szarpanko.

 

8.29 Targanko.

 

8.52 Rwanko.

 

9.07 Gazowanko.

 

9.34 Oblewanko.

 

9.46 Sytuacja jest niebywale dynamiczna.

 

9.55 Wszystko do kupy plus pałowanko, a do tego spełniły się najgorsze koszmary. Pierwsza telewizja informacyjna w Polsce donosi: KIBICE LEGII ZAMIERZAJĄ WYBRAĆ SIĘ POD KDT! Prawdziwa zadyma dopiero się zacznie! ARGHHH!!!

 

10.12 Pęka mi łeb od wycia syren. Tymczasem Rurek dostaje gazem pieprzowym w twarz i ujebał znów ten pierdolony stół! Moim twarożkiem!

 

10.31 Walki trwają. Pojawili się miłośnicy militariów. Media donoszą o IV wojnie, choć wydaje mi się, że jeszcze trzeciej nie było. Pani w TV mówi, że widziała wygłodniałe watahy kiboli Legii uzbrojonych w widelce i łyżki. Dowodzi nimi jakaś niewysoka kobieta na rolkach! Teraz to się dopiero sytuacja zdynamizuje. Zaczynamy się wszyscy oblizywać z podniecenia!

 

10.54 Obrazki niczym z Powstania. W środku blaszaka trwają walki o każdy boks, o każdy metr kwadratowy. Na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej dostrzegamy ludzi w jednolitych strojach. To kibole Legii? Jednak nie, to pracownicy McDonaldsa. Czyżby też wspierali handlarzy? Od dynamizmu sytuacji można dostać zawrotu głowy.

 

11.24 Troszkę spokojniej. Wraca Rurek i sprząta wreszcie ten jebany stół!

 

11.47 Znów walki na zewnątrz. Tłum blokuje Marszałkowską. Zaczyna robić się nudno. Z utęsknieniem wypatrujemy niezawodnej kibolszczyzny.

 

12.02 Dostajemy od naszego czytelnika zdjęciez pola walki o KDT  – dzięki!

 

12.19 Oprócz kiboli Legii chęć do wzięcia udziału w zadymie zgłosił Polski Związek Wędkarski, Fundacja „Kick and rush”, Związek Zawodowy Absolwentów Technikum Mięsnego w Skierniewicach oraz Stowarzyszenie Przyjaciół Kubusia Puchatka. Ci ostatni są szczególnie groźni w starciach ulicznych. Tu na zdjęciu w trakcie obozu szkoleniowego w Kirgistanie.

 

12.56 Nasz reporter donosi, że samochód potrącił przechodnia na rogu Kruczej i Żurawiej. Nie wiemy, jaki to ma związek z tematem, ale zawsze mogli zrobić to kibole. A sytuacja wciąż niezwykle dynamiczna.

 

13.14 Kiedy wreszcie pojawią się kibole?! Zaczyna robić się nudno. Ile można gapić się na zwykłą szarpaninę?! Nie ma ich i nie ma. Rurek dostrzega za to małpę w czerwonym. Zaprzyjaźniony portal weszlo.com donosi „Tak, podobno zorganizowane oddziały kibiców Legii - uzbrojonych w widelec - zostały zauważone na przystankach tramwajowych w Alejach Jerozolimskich. Nadciągają, śpiewając złowrogie “Ce, Ce, CeWuKa…” Właściciele pobliskich sklepów w pośpiechu zamykają witryny i barykadują się od środka.” TAK, TAK! To dopiero będzie dynamiczna sytuacja, ach!

 

13.38 Wiadomość z ostatniej chwili. Kanałami z Muranowa przebijają się kibole Polonii, w myśl swego hasła „Nieliczni i niewidoczni”, jak mi podpowiada Rurek, sprzątający znów stół.

 

13.40 SĄ, SĄ ci okropni kibole Legii!!! NARESZCIE! Rozwydrzeni niczym hordy Hunów, niezliczeni niczym Złota Orda. Z okrzykiem „gwałcić, mordować, Warszawa musi panować” łapią za barierki i atakują policję. „Chuliganeria, niektórzy z zakrytymi twarzami, ze znaczkiem Legii na bluzach. Przywieźli własną broń, w tym butelki z wodą i ostre przedmioty” – to oryginalny cytat za naszą ostatnio ulubioną reporterką.

 

14.00 No, to teraz mamy już z górki. Kibice tu, kibice tam. A to zablokują Marszałkowską, a to rzucą kamieniem, a to wyzywają funkcjonariuszy. Życie jest piękne, relacja idzie sama. O, teraz dynamizm sytuacji osiągnął 100 stopni w skali Macieja Iwańskiego.

 

14.11 Pada twierdza KDT. Rozpoczynają się walki uliczne. ARMAGEDON!

 

14.19 Dostajemy sygnał z KSP. Widziano kiboli z butelkami z benzyną! Policja nadaje akcji kryptonim „Butelka z benzyną”.

 

14.29 Są też fani Widzewa?!

 

14.48 Dementi. To nie butelki z benzyną, a z sokiem jabłkowym. Kryptonim akcji policji jednak już się przyjął. Szukamy więc śladów pożarów.

 

15.13 Wpada policja na koniach. Mamy wreszcie dziki zachód! Dynamizm sytuacji przekracza wszelkie normy.

 

15.22 Jak donosi nasz czytelnik zjawili się artyści i swymi występami wspierają na duchu obie strony konfliktu

 

16.03 Zaczyna się robić nudno. Kibice Polonii chyba zabłądzili w kanałach.

 

16.37 Zieeew.

 

17.21 Chrrrrrrr…

 

18.00 Nigdzie już ani słowa o kibolach?! Jak tak można?!

 

18.11 O, na szczęście jest (niedo?)rzecznik prasowy KSP Marek Sokołowski: Młodzi ludzie wciąż zakłócają porządek na wysokości placy Defilad. Może jeszcze nie wszystko stracone i uda się wychwycić jakiegoś kibola?!

 

19.04 Nic z tego, kibole się rozeszli. Rurek składa stolik. Dobranoc państwu!

 

Z pozdrowieniami dla dziennikarzy relacjonujących zajścia pod KDT. 

* Skomentuj ten wpis

Obśmiałem się i zajeżyłem

Totalna śmiechawka ogarnęła mnie po przeczytaniu informacji na sportfan.pli na efakt.pl, (potem rozpleniło się to po całym necie, choćby na wp.pl (sic!)), jakoby nasz dzielny Borubar zapowiedział swe odejście z Celtiku na jednym z portali społecznościowych.

Oświadczam Wam drogie ludzie, że Boruc żadnego bloga nie prowadzi, a tym bardziej nie ma konta na portalu społecznościowym bebo.com. Wystarczy rzucić okiem na domniemaną stronę Artura by stwierdzić, że to jeden wielki pic i ktoś się mało zgrabnie podszywa pod naszego bramkarza. Jak więc można wierzyć w rzeczy, które wypisuje anonimowy internauta?

Informację o wpisie zobaczyłem na sportfanie, myślę OK, tam jacyś kosmici wrzucają newsy, więc próbowali być oryginalni i błysnąć w necie. Ale Fakt? Gazeta w której kilku ludzi naprawdę nieźle zna Boruca. Oni doskonale wiedzą, że - po pierwsze - Borubara zaprzątają zupełnie inne sprawy niż lanie wody w necie, a po drugie on jest zbyt leniwy by tworzyć sobie taką witrynę. Oczywiście, mają rację ci, którzy twierdzą, że do braku rzetelności w Fakcie można się już przyzwyczaić. Wiem, że dzięki takiemu newsowi gazeta może sprzedać się lepiej (nawet przy podawaniu fałszywego źródła), niż w przypadku, gdyby znów napisać “Losy Boruca wciaż nieznane”. W końcu jesteśmy narodem ciemniaków, którzy wszystko kupią. Ale takie podejście nigdy nie przestanie mnie dziwić. I bawić, bo już tak mam, że głupotę obśmiewam w każdy możliwy sposób. Boruc pewnie odejdzie z Glasgow, ale na pewno nie będzie o tym pisał na blogu, którego nie ma ;)

Drugą sprawą, która mnie poruszyła jest zachowanie  publiki na wczorajszym meczu RPA - Brazylia.  Co można powiedzieć o ludziach, którzy niczym małpy buczą i gwiżdżą na piłkarza swojej drużyny, tylko dlatego, że jest innego koloru skóry? Debile? Troglodyci? Niejaki Booth, jedyny biały piłkarz w podstawowym składzie, nie wygląda na wirtuoza piłki i pewnie lepiej kopie się w czoło niż w futbolówkę, ale jest reprezentantem Republiki Południowej Afryki i choćby przez to zasługuje na szacunek swych czarnych współobywateli. Współobywateli kraju, w którym tysiące ludzi zginęło, było prześladowanych, więzionych i torturowanych za sprzeciw wobec rasizmu. Tymczasem okazuje się, że w RPA obowiązuje filozofia Kalego. Jak Kali zajebać krowa (lżyć białego), to dobrze. Jak krowę zajebać Kalemu (lżyć czarnego) to bardzo źle.

Rozumiem, że to państwo ma pogmatwaną historię i pewnych sprawy nie zabliźnią się od razu. Czarni wiele wycierpieli i to budziło (wciąż budzi) w nich gniew i chęć zemsty. Zwłaszcza wśród bejów i innych patologów ze slumsów. Dlatego jestem w stanie jakoś to sobie w głowie ogarnąć takie (kolejne!) zachowanie względem biednego Bootha. Wkurza mnie co innego. Dziennikarze “Gazety Wyborczej” nie ustają w przypadkach tropienia rasizmu na stadionach. Grzmią na prawo i lewo o tego typu przypadkach w Polsce, czasem opisują podobne zdarzenia na świecie. W tym przypadku nawet się nie zająknęli o rasistowskim zachowaniu względem białego piłkarza. Czyżby to nie mieściło się w granicach wyznaczonych przez jedynie słuszną linię dziennika?

Zresztą w ogóle w necie o tym cicho sza. Nauczyliśmy się już poprawności politycznej?

Futbol sin racismo!

PS Solidnie się jebnąłem:) Tutaj parę słów wyjaśnienia mego błędu.

* Skomentuj ten wpis

Weszło znów daje ciała

Wg \”tajemniczego\” X. z weszlo.pl Legia trenuje piłkami adidasa i to na nie narzekał trener Urban na wczorajszej konferencji. Nie wiem skąd w ogóle pomysł, że to chodzi o adidasa. Tylko dlatego, że treningi przed meczami PP i same mecze PP odbywają się z takimi futbolówkami? Jak red. X wie cała Ekstraklasa gra pumami i Legia również kopie piłki z kotem na treningach. Abstrahując już od tego, że Jan Urban palnął kolejną głupotę, to weszło też się solidnie rąbnęło. Swoją drogą legioniści faktycznie bardzo narzekali na te piłki pumy. Ciekawe jak to jest w innych zespołach? Jak dla mnie to najlepsze były piłki nike, tę pumę faktycznie ciężko się kopie :)

Wracając do meritum. Ja rozumiem, że jeśli chodzi o pierwszego newsa to redaktor X. miał za sobą ciężką noc, ale po co brnąć dalej w drugim? :)

* Skomentuj ten wpis

Liga gra cz. II

Wczoraj było o prognozach rozstrzygnięć na dole tabeli, zatem dziś na tapetę biorę drużyny z czuba tabeli. Realnych kandydatów do zdobycia mistrzostwa jest dwóch: Lech Poznań i Legia Warszawa. Oczywiście nie oznacza to, że do walki nie włączy się jeszcze Wisła Kraków, ale nie od dziś jasne jest jedno - Wisła Pawłem Brożkiem stała przez 19 dotychczasowych kolejek. Gra mistrza Polski była zależna od postawy najlepszego napastnika w kraju. Jak wiemy, w meczu z GKS Bełchatów król strzelców doznał groźnej kontuzji kolana i przy najlepszych wiatrach nie zagra przez miesiąc. Prawdopodobnie jednak sezon ma już całkiem z głowy. Śmiem przypuszczać, że zblazowana ekipa “białej gwiazdy” z przereklamowanym trenerem na ławce nie będzie w stanie wykrzesać w sobie tyle energii by poradzić sobie bez Pawła, choć jest to z pewnością możliwe. Wisła to na tyle doświadczona i zgrana drużyna, że może nas jeszcze zaskoczyć. Nie chce mi się wierzyć jednak, że Baszczyńskie, Głowackie, Sobolewskie, Cantory i inne Zieńczuki pokażą jeszcze lwi pazur i charakter. Im już chyba bliżej do odejścia z klubu niż do kolejnego triumfu w lidze. Zwłaszcza, że w dwóch najbliższych meczach Wiśle będzie niesamowicie trudno o komplet punktów. Derby Krakowa, a potem wyjazd do Poznania mogą wyjaśnić sprawę przyszłości mistrzów i ich trenera. Na plus Wisły, oprócz ww. atutów sportowych, trzeba zaliczyć dogodny terminarz. Wprawdzie przed nimi mecze z Cracovią, Lechem, Legią, Górnikiem i Śląskiem, ale tylko z “kolejorzem” zagrają na wyjeździe.

Zespoły zajmujące 4. i 5. miejsca czyli Polonia Warszawa i Śląsk Wrocław nie są jeszcze gotowe na grę w pucharach. Zmiana trenera przy Konwiktorskiej nic nie da, bo z pustego to i Salomon… A tym bardziej, gdy jest to Bobo Kaczmarek, który ostatni raz samodzielnie prowadził zespół w lidze w roku 2003. Pracy też nie ułatwi mu właściciel “czarnych koszul” Józef Wojciechowski, który nawet nie stara się ukrywać swych autorytarnych zapędów w prowadzeniu nie tylko klubu, ale i drużyny. Jestem przekonany, że kartka ze składem prezesa będzie symbolem pracy Boba w Warszawie. Wracając jednak do wartości sportowej KSP to nie wygląda to imponująco. Kilku rozwydrzonych grajków (Jodłowiec, Majewski, Mąka), kilku stetryczałych (Kozioł, Sokołowski), kilku bez formy (Mynar, Lato, Ivanowski, Gajtkowski) i kilku zupełnie nie wiadomo jakich (Kosmalski, Mierzejewski, Trałka). Jeśli dorzucić do tego toporny styl, to już nie można się dziwić, że Polonia wiosną zdobyła raptem 1 punkt. No ale za to z Legią, rywalem w walce o czołowe lokaty. Patrząc w terminarz też nie jest różowo. Drużynę z Muranowa czekają wyjazdy do Wrocławia, Chorzowa, Wodzisławia, Krakowa (Craxa), Białegostoku i Zabrza. Nie liczyłbym tu na zbyt wiele punktów. Znacznie łatwiejszych rywali Polonia będzie gościć, bo zagra jeszcze u siebie z Bytomiem, Lechią i Bełchatowem. Natomiast w przedostatniej kolejce na Konwiktorską przyjedzie Lech. Ten mecz może zdecydować o losach mistrzostwa i gry w pucharze UEFA. Oby tylko wcześniej nie było już wszystko jasne.

Śląsk natomiast jest drużyną, która jeszcze nic nie musi, przynajmniej w teorii. A zazwyczaj jest tak, że gdy nie ma specjalnej presji wyniku, to i tego wyniku nie ma. Nieliczne wyjątki tylko potwierdzają regułę. Wrocławianie to na razie bardzo chimeryczna drużyna. Jesienią niby imponowali. Ograli Wisłę, zremisowali z Lechem i już prasa odtrąbiła narodziny wspaniałej drużyny. Mecz na Łazienkowskiej zweryfikował te osądy. 0:4 z Legią i nawet głupie tłumaczenia Ryszarda Tarasiewicza, że zespół zagrał przynajmniej otwartą piłkę, nie pomogą zatrzeć marnego wrażenia. A przesadna pewność siebie szkoleniowca też chluby nie przynosi. Wiosną Śląsk nie zachwyca. Pokonał wprawdzie u siebie rozbitą Polonię Bytom, ale dwa remisy ze słabeuszami (Lechia, Odra) mocno skomplikowały sytuację. Jednak jeszcze wszystko przed wrocławianami. U siebie podejmą niemal całą czołówkę Polonię W., Lecha i Legię (to też może być decydujące spotkanie dla obu zespołów), a jedynie z Wisłą zagrają w Krakowie. Zatem najtrudniejsze mecze przed nimi,  a pamiętajmy, że do Wrocławia przyjedzie jeszcze z nożem na gardle Górnik. Oczywiście są w stanie zdobyć w tych spotkaniach masę punktów, ale akurat oni mogą totalnie rozczarować. Często jest tak, że jeśli beniaminek rozgrywa świetną jesień, to na wiosnę najczęściej traci siłę rozpędu. Jestem bardzo ciekawy, jak to będzie w przypadku Śląska.

No i zostaje nam walka o mistrzostwo. Choć przyznam, że jak patrzę na Lecha i na Legię to odnoszę wrażenie, że oba zespoły na ten tytuł nie zasługują. Lechici, po udanych występach w Pucharze UEFA (choć w 6 ostatnich meczach wygrali tylko raz) stali się pupilami piłkarskiej Polski. I chyba tak mocno uwierzyli w swoją wielkość, że od dłuższego czasu grają co najwyżej przeciętnie. Zawodzą dotychczasowi liderzy Arboleda, Stilić i Murawski, do formy po kontuzji wraca Peszko, tradycyjnie słabo spisują się obrońcy i nienajlepiej obaj bramkarze. Mimo to Lech wygrywa. Powodów jest kilka. Przede wszystkim, jak na polskie warunki, “kolejorz” i tak ma bardzo mocną pierwszą jedenastkę, w której nie brakuje indywidualności. W rolę lidera wcielił się ostatnio Robert “on jest za słaby na Legię” Lewandowski, który z gracją ładuje gola za golem. Po drugie poznaniacy mają mocne ciśnienie na mistrza. Po trzecie doświadczenie wyniesione z pucharów jest bezcenne. Dzięki niemu wygrywają nawet wówczas, gdy nie są lepsi od swego rywala. No i po czwarte, mają świetnego, doświadczonego trenera. Nie ukrywam, że jestem fanem talentu Smudy i tak jak śmieszą mnie jego wypowiedzi, tak szanuję jego trenerski nos. Jakie są zatem minusy Lecha? Przede wszystkim to brak wartościowych zmienników. Gdy spojrzy się na nazwiska zajmujące ławkę rezerwowych to nie ma szału i właściwie żaden ze zmienników nie daje tyle co gracz zmieniany. Drugi minus to przygotowanie fizyczne do rundy rewanżowej. Na razie wszystko wygląda dobrze, bo zespół był szykowany na mecze z Udinese, ale nie zdziwiłbym się, gdyby wkrótce okazało się, że lechici łapią zadyszkę. A przed nimi jeszcze bardzo trudne mecze wyjazdowe - Wrocław i dwukrotnie Warszawa (choć akurat na Łazienkowskiej Smuda lubi i umie wygrywać…). U siebie Lech ma znacznie łatwiejszych rywali, bo z Arką, ŁKS-em, Lechią czy Ruchem powinien sobie spokojnie poradzić. Najtrudniej będzie z Wisłą, ale w tym meczu drużyna Smudy też wystąpi jako faworyt. Jest też “po trzecie”, ale to już czysto teoretyczne dywagacje. Lech nie za bardzo wytrzymuje ciśnienie, co udowodnił w zeszłym sezonie głupio tracąc ważne punkty. Z tego powodu nie zakwalifikował się do Pucharu UEFA (zagrał, bo miejsce zwolniła Dyskobolia). Powtórka z rozrywki wcale nie jest niemożliwa. Jak widać jednak minusy zdecydowanie nie przysłaniają plusów i to “kolejorz” jest najbliżej (co wynika także z tabeli ;) ) zdobycia mistrzostwa.

W teorii poznaniakom będzie starała się przeszkodzić Legia. O “wojskowych” na republicefutbolu napisaliśmy już tyle, że właściwie niczego odkrywczego nie można dodać. Wiadomo jedno. Coś z tym zespołem jest nie tak, co potwierdza nawet trener Urban. Sęk w tym, że on też nie wie co. A skoro nie wie szkoleniowiec, to kto ma wiedzieć? Urban jest w klubie prawie dwa lata i zdobył puchar oraz wicemistrzostwo. Problem w tym, że jego Legia nie gra porywająco w piłkę. Piłkarze starają się jak najlepiej grać “diamentem”, ale przy Łazienkowskiej na razie brakuje świetnych skrzydłowych i bocznych obrońców. A przy tym ustawieniu to oni są kluczowi. Jest też tylko jeden skuteczny napastnik, do tego mocno niepewny i zmanierowany. Na szczęście drużyna Legii świetnie broni i ma najlepszych w kraju środkowych pomocników. Choć ostatnio tej opinii jakoś nie umieją potwierdzić i nie radzą sobie z pressingiem Polonii W. czy Jagiellonii w środku pola. To zaskakuje, zwłaszcza zważywszy na ich zaawansowany poziom techniczny i przegląd pola. Na pewno jednak legioniści są dobrze przygotowani do sezonu kondycyjnie. Nie powinni mieć z tym żadnych problemów i są w stanie walczyć przez pełne 90 minut. Musi im się tylko chcieć… Terminarz Legii jest średni. Górnik i Lech u siebie, Wisła i Śląsk na wyjeździe. Kluczowe są jednak mecze ze słabszymi rywalami, a do tej pory “wojskowi” przegrali aż 4 spotkania ze słabeuszami i zremisowali z ŁKS - em. Zatem ten element zdecydowanie do poprawy. Inaczej mistrza na pewno nie będzie.

No i na koniec zabawa w typowanie końcowej tabeli w czołówce.

1. Lech - 65 pkt.

2. Legia - 64 pkt.

3. Wisła - 58 pkt.

4. Śląsk - 49 pkt.

5. Polonia - 46 pkt.

A jak będzie naprawdę, to zobaczymy :)

* Skomentuj ten wpis

Liga gra cz. I

Mamy za sobą trzy wiosenno - zimowe kolejki rundy rewanżowej. Oceniając marcowe spotkania można pokusić się już o prognozy na koniec sezonu. Nie będę bawił się w typowanie miejsc 6 - 11, bo to nie za bardzo ma sens. Co za różnica czy zespół będzie 6 czy 8? Liczy się tylko walka o mistrzostwo, puchary i utrzymanie. Wiadomo, że na europejskich (Albania, Białoruś, Łotwa, w najlepszym wypadku Szwajcaria) i nie tylko (Kazachstan, Izrael) boiskach zobaczymy kogoś z piątki Lech, Legia, Wisła, Polonia, Śląsk (plus zespół spoza tej grupy, który zdobędzie Puchar Polski). O utrzymanie do końca będą walczyć ekipy z Zabrza, Wodzisławia, Gliwic, Krakowa, Gdańska i Bytomia. Ostatnie 10 kolejek przyniesie więc masę emocji.

Pierwsza część mych wywodów traktować będzie o sytuacji w dole tabeli. Najniżej wydają się stać akcje zespołów Górnika, Odry, Piasta, i Polonii Bytom. Zabrzanie mają aż 4 punkty straty do bezpiecznej strefy i przed sobą mecz w Warszawie z Legią. Jeśli na Łazienkowskiej przegrają, to ta strata może się jeszcze powiększyć, bo Piast Gliwice przyjmuje u siebie chimeryczną Jagiellonię, która w dodatku na wyjazdach spisuje się beznadziejnie. Nikt by się zatem nie zdziwił, gdyby bogaty Górnik po najbliższej kolejce miał aż 7 punktów straty do gliwiczan. Jest jednak światełko w tunelu. Podopieczni Henryka Kasperczaka mają niezły układ gier. 3 kwietnia podejmą u siebie Piasta i mogą zniwelować stratę. Do tego przed nimi mecze z bezpośrednimi rywalami w walce o ligowy byt. Mogą sobie pozwolić na stratę punktów z “potentatami” w Warszawie czy Wrocławiu, a Polonię W. podejmą w Zabrzu w sytuacji, gdy warszawianie prawdopodobnie nie będą już o nic walczyć. Przed Górnikiem nerwowe miesiące, ale zważywszy na powyższe i poziom sportowo - organizacyjny szanse na utrzymanie mimo wszystko wciąż bardzo duże.

Pewnym kandydatem do spadku jest natomiast Odra Wodzisław. O nich nie trzeba zbyt wiele pisać, wystarczy popatrzyć na ich grę i zobaczyć, kto prowadzi zespół z ławki. W drużynie najwyraźniej brakuje ducha, przynajmniej jak na razie. Wodzisławianie długo balansowali sportowo i organizacyjnie na krawędzi ekstraklasy. W każdym okienku transferowym odchodzili czołowi zawodnicy, a samym Janem Wosiem dłużej się nie da ciągnąć reszty za uszy, bo kapitan Odry jest po prostu coraz starszy i słabszy. Na korzyść “Chłopców znad granicy” przemawia jedynie terminarz. Z czołówką już grali, więc zobaczymy jak poradzą sobie ze słabeuszami i średniakami. Choć jeśli przegrają w sobotę z Ruchem nic im może nie pomóc…

Tymczasem jeszcze gorzej dzieje się w Polonii Bytom. Klub nie płaci piłkarzom od paru miesięcy, pozbyto się czołowych piłkarzy, a na dokładkę w miejsce zdymisjowanego Motyki zatrudniono Jurija Szałatowa, trenera z dupy, do tego mitomana. Najbliższe trzy wyjazdy będą dla polonistów niezwykle ciężkie . Gdańsk, Warszawa (Polonia) i Zabrze. 0 po stronie zysków jak najbardziej prawdopodobne. Mimo tego bytomianie mają ogromny atut - aż 4 punkty przewagi nad przedostatnią Odrą i 5 nad ostatnim Górnikiem. Poza tym ich siłą jest słabość rywali, zwłaszcza tych z Wodzisławia.

Kolejną ekipą zagrożoną spadkiem jest Piast Gliwice. Podopieczni Dariusza Fornalaka byli murowanym kandydatem do opuszczenia ligi, ale w trzech marcowych meczach wygrali dwukrotnie. Przed nimi teraz seria 4. meczów u siebie. Jednak to niekoniecznie musi być atut. Gliwiczanie wciąż bowiem grają w Wodzisławiu, a do tego ich rywalami będą Lech, Legia, Jagiellonia i Górnik. Kluczowy będzie zwłaszcza mecz z zabrzanami i Piast musi zrobić wszystko by wygrać. Później bowiem terminarz też nie będzie korzystny. W Gliwicach gra wprawdzie kilku doświadczonych piłkarzy, ale to za mało, bo kilku graczy zwyczajnie jest za słabych na ekstraklasę. Obok Odry to oni są najbliżej spadku.

Wciąż pewnie nie mogą czuć się zespoły Lechii i Cracovii. Gdańszczanie w zimie stracili wprawdzie Łukasza Trałkę, ale pozyskali za to Karola Piątka i doświadczonego Łukasza Surmę, zatem ich linia pomocy wcale nie jest słabsza. Ponadto lechiści nie zwykli przegrywać u siebie (do tej pory wygrały tam tylko Lech i Legia), a we Wrzeszczu będą gościć jeszcze Bytom, Bełchatów, Arkę, Jagiellonię i Wisłę. 13 punktów w tych meczach powinno dać spokojne utrzymanie. Lechia musi się mocno postarać o te oczka, bo znacznie gorzej będą mieli na wyjazdach. Nie dość, że wszędzie daleko to jeszcze mocni rywale, tacy jak Lech czy Polonia W. A do tego trójka bezpośrednich rywali w walce o utrzymanie: Odra, Górnik i Piast.

Wciąż w trudnej sytuacji jest Cracovia, ale oni akurat dysponują takim składem, że teoretycznie nikogo nie muszą się obawiać. Wiadomo jednak, że to nie nazwiska grają, a zespół wcale nie jest w najlepszej formie, o czym świadczy choćby mecz z Lechią, w którym krakusy zagrały w pierwszej połowie straszny piach.

Tak podliczajac wszystko do kupy postanowiłem się zabawić i zsumować (pi razy oko) ile punktów mogą zdobyć poszczególne zespoły. Wyszła mi następująca kolejność:

11. Cracovia - 38 pktów.

12. Górnik - 37 pkt.

13. Lechia - 33 pkt.

14. Polonia B. 32/33 pkt.

 15. Piast - 31 pkt.

16. Odra - 25 pkt.

* Skomentuj ten wpis

Legia - Stal Sanok na siłowni

Tak mi się przypomniało. Jako prawdziwy LTM nie oglądam meczów Legii na stadionie, przecież Legia to ja, więc po co? ;) Taka nowa maniera. Ale jakoś czas wolny trzeba sobie zagospodarować, dlatego regularnie odwiedzam siłownię na mym pięknym Ursusie. Tak było też w trakcie pierwszego meczu ćwierćfinału Pucharu Polski pomiędzy naszymi milusińskimi, a charakternymi chłopakami z Bieszczadów.

Zatem ja (czyli innymi słowy Legia) wylewałem siódme poty, a piłkarzyki uprawiali swą radosną sztukę. Na sali włączone było Radio dla Ciebie, które co kilkanaście minut robiło wejścia ze stadionu. No i gdy dobiegała 25 minuta akurat połączono się z reporterem na Łazienkowskiej. Trzeba przyznać, że mieli nosa, bo zanim facet zdążył powiedzieć, że Legia prowadzi po golu Rockiego, zaczął komentować: “A oto groźna akcja piłkarzy Stali, dośrodkowanie i … bramka proszę państwa!”.

W tym momencie na siłowni zapanowała cisza. Skonsternowani byli zarówno ogromni szyici, jak i normalsi. Z niektórych ust wydobyło się tylko staropolskie “ja pierdolę”, a po chwili dławiliśmy się w śmiechu i wściekłości. Cóż za wspaniały przykład solidarności ćwiczącej braci i to wszystko dzięki naszym “juniorom” ;) (hehe, Wiktor)

* Skomentuj ten wpis

Paluchowski się spalił…

Już sam nie wiem czy rechotać się w dalszym ciągu czy załamać ręce po wczorajszej wypowiedzi Jana Urbana. Trener Legii stwierdził, że szydercze okrzyki z trybun zdeprymowały jego piłkarzy, a w szczególności Adriana Paluchowskiego, który podobnie jak koledzy, rozegrał niemożebnie marny mecz ze Stalą Sanok. Przypominam: Paluch w opinii warszawskiego sztabu szkoleniowego to młody, perspektywiczny i utalentowany napastnik.

Ale gdyby tak się zastanowić nad jego charakterystyką, to wnioski niekoniecznie napawają optymizmem. Młody? 22 lata - miejmy nadzieję, że dopiero, a nie już. Mi się wydaje, że jednak “już”. Naprawdę młodzi wydają się być tacy piłkarze jak choćby Rybus, Borysiuk, Majkowski czy Robert Lewandowski. Jak można wciąż uważać za młodego zawodnika, który jest za stary do młodzieżówki?

Oczywiście, wciąż istnieje szansa, że Paluchowski będzie się rozwijał i przymiotnik perspektywiczny doczeka się spełnienia i będziemy oglądać ukształtowanego Adriana. Ale też trzeba udowodnić, że zasługuje się na takie miano. Jest w Legii kilku piłkarzy, którzy swą szansę właściwie wykorzystali. Trzymam kciuki za sukces Adriana i, choć mam poważne wątpliwości, wierzę, że jeszcze udowodni swą przydatność w naszych barwach. Tylko, że czas płynie szybko…

Zostaje jeszcze trzeci problem. Bo czy faktycznie nasz bohater jest tak utalentowany, jak chcieliby włodarze klubu i szkoleniowcy? Paluch wrócił do Legii po udanej rundzie w barwach Znicza Pruszków, do którego był wypożyczony. Strzelił 10 czy 11 bramek i duet Urban - Trzeciak uznali, że nie mogą wypuścić kolejnej pruszkowskiej perełki. Zlekceważenie talentu Roberta Lewandowskiego widocznie mocno dręczy sumienia obu panów. Poza tym w Legii było raptem dwóch napastników, a nawet, jak twierdzą niektórzy, półtora. Potem okazało się zresztą, że Paluch będzie nawet drugim atakującym, bo Bartek Grzelak ponownie doznał kontuzji i wiosnę ma już z głowy.

Dlatego Paluchowski jest u nas nieco z konieczności, a nie z przekonania trenerów. Zgodnie z założeniami Urbana miał być 3 - 4 napastnikiem, a bywa, że wychodzi w pierwszym składzie. Nie jest to zawodnik pokroju choćby Dawida Janczyka, który potrafił strzelić w sezonie 4- 5 bramek, co też przecież nie rzucało na kolana. Przekonaliśmy się o tym we wszystkich dotychczasowych grach Palucha. Szczególnie boleśnie w meczu z Jagiellonią. Adrian nie trafił z 3 metrów do pustaka, przy okazji o mało się nie zabił, tak nieco w stylu Radosława Matusiaka. Jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że doświadczony zawodnik posłałby piłkę do siatki z zamkniętymi oczami. W pozostałych grach Paluchowski był po prostu niewidoczny. Oczywiście gol ze Stalą Sanok niczego nie zmienia, bądźmy poważni.

Zatem skoro szydera z trybun spaliła nam Palucha, to czego możemy się po nim spodziewać w pozostałych meczach na wiosnę? Totalnej załamki psychicznej, a co za tym idzie fizycznej? Fajnie, że w Legii stawia się na młodzież, ale od nich trzeba wymagać już, a nie wciąż czekać i głaskać. A właśnie tak wydaje się być w przypadku Adriana. Wciąż się mu powtarza, że ma jeszcze czas, ma się uczyć i rozwijać. W Legii nie ma czasu na naukę i nigdy nie będzie. Tu trzeba być gotowym do gry na teraz i nie przejmować się pomrukami z trybuny. Po prostu trzeba mieć jaja, zostawić poza sobą drwiny i grać jak najlepiej w piłkę. Bo drugiej tak doskonałej szansy na pokazanie się całej Polsce Adrian może jeszcze długo nie mieć.

A wracając do słów Jana Urbana, to chyba znów otworzył sezon na niezrozumiałe wypowiedzi. Jak to jest? Piłkarze grali źle, bo kibice im dokuczali czy to swą fatalną postawą legioniści wyprowadzili z równowagi publiczność? Idąc tokiem myślenia trenera to fani są winni fatalnej postawy Legii w spotkaniu ze Stalą. Niezły obłędzik. Chyba jednak warto poustawiać sobie w głowie najpierw pewną logiczną ciągłość zdarzeń, a dopiero potem wylewać żale. Bo można palnąć nieprzeciętną głupotę.

P.S DOZGONNY SZACUNEK DLA PIŁKARZY STALI SANOK! Są naprawdę wyjątkowi i w pełni zasłużyli na gromkie brawa w trakcie i po spotkaniu.

* Skomentuj ten wpis

Beenhakker mnie zmartwił

Motyla noga! Kacze pióro! Do diaska! A  niech to piekło! - że pozwolę sobie użyć słów, które nie urażą oczu drogich czytelników. Skoro już nie można przeklinać na Legii, to wkrótce by wejść na mecz może trzeba będzie w ogóle unikać bluzgów i przedstawić świadectwo “Purysta językowy”. Nie wiem tylko, kto miałby rzeczone wystawiać? Może ksiądz proboszcz? Tak czy owak dzięki temu świat stanie się niewątpliwie piękniejszy, a ludzie będą żyli dostaniej.

Wracając jednak do sprawy tytułowej. Z mej wciąż młodej piersi wyrwał się stek (nie mylić ze Stecem!) substytutów słów powszechnie uważanych za obelżywe. Wielce bowiem się “zaniepokoiłem” na wieść, że trener piłkarskiej reprezentacji Polski Leo Beenhakker z stetryczałą zaciętością zapowiada trwanie na stanowisku. I to, jak głosi, wbrew wszystkim ludziom grającym w brudną grę i żądającym jego dymisji. Jako, że należę to owej grupy, obiema rękami podpisuję się pod propozycją z www.weszlo.pl. Czas zmienić metody. Mimo, że osiągnęliśmy ”pierdolony poziom dna”, to dotychczasowe działania nie przyniosły efektów. Marsz milczenia przeciw grubiaństwu “Dziadinha” to inicjatywa wielce czcigodna!

Moje wielkie zaniepokojenie wyraziłem głębokimi ziewnięciami w liczbie trzech ;)

Natomiast nie na żarty przeraziłem się, gdy przeczytałem ten oto fragment wywiadu z Dziadem:

Jacy ludzie? (grają w brudną grę - dop. mój)

- Nie wiem. Gdyby mieli choć trochę odwagi, powiedzieliby to wszystko wprost. Ich metodą jest działanie za plecami. Czemu się kryją? Dlaczego tak działają? Może są zazdrośni i sfrustrowani, że to ja wciąż jestem selekcjonerem. Chcieliby sami zająć moje miejsce albo zatrudnić swojego kolegę. Naprawdę nie wiem, po co to wszystko.

Troszkę zalatuje schizofrenią paranoidalną. Jest grupa, która prześladuje niewinnego, zapracowanego trenera. Bezpodstawnie o wszystko się czepiają. Wytykają wyimaginowane przecież błędy. Śledzą, plotkują i spiskują. Oczywiście Leoś nie wie, kto do niej należy. Wystarczą mu jego domysły i snucie teorii. Szkoda, że miłośnik Tomasza Zahorskiego nie widzi, że jego krytycy chcą po prostu by wreszcie zaczął szanował swojego pracodawcę (vide: sprawa Feyenoordu) i rzetelnie wykonywał swoje obowiązki, które ma sprecyzowane w umowie, jak choćby warsztaty szkoleniowe dla polskich szkoleniowców. O oglądaniu polskich piłkarzy grających zagranicą, transparentności przy tworzeniu sztabu szkoleniowego (Jan “Truskawka” de Zeuw !!!) czy stworzeniu programu rozwoju naszej piłki nożnej nie wspominając.

Czy nie przypomina to filozofii Kalego?  Jak ja promować swoich nieudaczników, to dobrze. Jak inni chcieć mnie zastąpić swoimi to Leo być zły i mówić “Oh, no! Fucking, dirty games!”.

A tak na zakończenie: nie macie wrażenia, że ten facet chodzi ciągle wkurzony i naburmuszony? Wiecznie bluzga, sugeruje, stosuje niedopowiedzenia. Wypisz wymaluj jak pewien kartofel .

* Skomentuj ten wpis

Frajerstwo Lecha

No to skończyła się era Lecha w Pucharze UEFA. Przyznam szczerze, że mi ich żal. Zagrali naprawdę dobrą pierwszą połowę w Udine, by potem totalnie opaść z sił i po frajersku przegrać mecz, który nie był do przegrania. Odnoszę wrażenie, że jednak Franz Smuda nie przygotował zawodników, tak jak powinien był. O ile na Bułgarskiej mieli masę siły, prezentując się świetnie pod względem fizycznym, to wczoraj w końcówce wyglądali jak flaki. Miejmy nadzieję, że odbije się to na ich postawie w lidze ;)

Jak napisał do mnie po meczu kumpel z Lecha, skończył się fart i strzelanie w końcówkach. Zresztą, jakby tak przyjrzeć się poczynaniom poznaniaków w Pucharze UEFA, to na 12 meczów w tych rozgrywkach wygrali raptem 5 - w eliminacjach dwa razy z amatorami z Azerbejdżanu (których nazwy nie chce mi się sprawdzać), raz ze Grasshoppers Zurych i raz z Austrią Wiedeń. W fazie grupowej zwyciężyli tylko raz: z przechodzącym największy od lat kryzys Feyenoordem. Takie rezultaty nie za bardzo rzucają na kolana.

Prawda jest taka, że przez całą swoją przygodę z Pucharem UEFA Lech miał sporo szczęścia, podobnie zresztą jak legendarna drużyna Legii w Lidze Mistrzów. Podopiecznym Smudy nie można odmówić umiejętności, ale ta ekipa dopiero dojrzewa,  zbliża się do poziomu europejskiego średniactwa. Mecze w Europie mają zaprocentować w przyszłym sezonie i kolejnych. A takie doświadczenie jest dla Lecha bezcenne. Mam tylko nadzieję, że pozostałe drużyny z czołówki będą starały się nie odpuścić “Leszkom” i równać do nich, przynajmniej w kwestii ilości spotkań rozgrywanych w pucharach. To banał, ale polska piłka klubowa by się rozwijać potrzebuje jak największej liczby kontaktów z przedstawicielami najsilniejszych lig zagranicznych. Inaczej dalej będziemy tkwić w dupie, a 1/16 finału Pucharu UEFA pozostanie szczytem osiągnięć i przyczyną orgazmów werbalnych redaktora Macieja Iwańskiego.

A skoro już o Maciusiu mowa, to ostatnio pisałem, że ów chłopiec nie jest normalny. Okazuje się, że nie tylko ja to dostrzegłem. Oto fragmenty relacji live portalu weszlo.pl:

22.03
Zacytujemy Iwańskiego. AAHHA AAA OOOOO AAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAHHHHHHH!

22.13
Kolejna sytuacja - a raczej kolejny ryk - świadcząca, że Iwański jest wariatem. (pogrubienie moje, q.)

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Diablo 3

FIFA 13

Wyszukaj w blogu

RSS


maj 2012
P W Ś C P S N
« lipca    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031